
Whisky Pana Lisa2 weeks ago
Juliusz Cezar powiedział kiedyś, iż “kości zostały rzucone”.
Wergiliusz natomiast rzekł, że “fortuna sprzyja odważnym”.
A moja małżonka zasłynęła maksymą “weź się w końcu do roboty”.
A więc - ruszam!
Zapraszam serdecznie na grupę Friends of Brave New Spirits https://www.facebook.com/groups/friendsofbns, której jestem inicjatorem i administratorem.
Jak wspomniałem w poprzednim poście, spróbujmy stworzyć grupę ludzi chętnych do działania i skupionych na whisky i Szkocji. Ciekaw też jestem, czy zetknęliście się już z butelkami z logo BNS?
Wszelkie inicjatywy oddolne są mile widziane - dajcie znać czego oczekujecie, a w miarę możliwości spróbujemy dopiąć interesujące Was tematy.
Czy będzie to może zorganizowana wycieczka do Szkocji? Czemu nie - to nie takie trudne.
A może wspólnie wybierzemy beczkę pod bottling dedykowany na polski rynek? Też można.
Dedykowana degustacja? Ależ proszę bardzo - ustalamy miejsce, czas i butelki.
…Konstruktywna krytyka też jest mile widziana!
Słowem - bawimy się.
Pozdrawiam,
Wasz Pan Lis.
Wergiliusz natomiast rzekł, że “fortuna sprzyja odważnym”.
A moja małżonka zasłynęła maksymą “weź się w końcu do roboty”.
A więc - ruszam!
Zapraszam serdecznie na grupę Friends of Brave New Spirits https://www.facebook.com/groups/friendsofbns, której jestem inicjatorem i administratorem.
Jak wspomniałem w poprzednim poście, spróbujmy stworzyć grupę ludzi chętnych do działania i skupionych na whisky i Szkocji. Ciekaw też jestem, czy zetknęliście się już z butelkami z logo BNS?
Wszelkie inicjatywy oddolne są mile widziane - dajcie znać czego oczekujecie, a w miarę możliwości spróbujemy dopiąć interesujące Was tematy.
Czy będzie to może zorganizowana wycieczka do Szkocji? Czemu nie - to nie takie trudne.
A może wspólnie wybierzemy beczkę pod bottling dedykowany na polski rynek? Też można.
Dedykowana degustacja? Ależ proszę bardzo - ustalamy miejsce, czas i butelki.
…Konstruktywna krytyka też jest mile widziana!
Słowem - bawimy się.
Pozdrawiam,
Wasz Pan Lis.
Whisky Pana Lisa2 weeks ago
Drodzy. Mili. Kochani.
Ostrzegam - Będzie prywata i lokowanie produktu.
Ależ się u mnie narobiło. Sam chyba wszystkich zmian nie zliczę, ale z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że rok 2026 jest rokiem przełomowym. I nie tylko dla mnie, ale też dla całej mojej rodziny. Ale do rzeczy - co tu się właściwie wydarzyło:
1) Boom! Nie mieszkamy już w Szkocji!
Pierwsza informacja i od razu news dużego kalibru. Ale ok - nie była to decyzja spontaniczna. Zaliczyć ją można do planowanych, tak od ponad roku. Konsekwentnie, dzień po dniu, zadanie po zadaniu, aby prawie 12letni rozdział zakończyć z klasą.
Dlaczego podjęliśmy taką decyzję to temat na osobną opowieść, którą być może podzielę się w przyszłości na łamach tego kwartalnika. Na tę chwilę powiedzmy, że mam serdeczne dosyć szkockiej pogody (300 dni deszczowych + 2 tygodnie lata - 2 tygodnie zimy = niefajnie).
2) Ta dam! Nie pracuję już w BNS w Szkocji!
Ale hola hola! Pracuję z i dla BNS w Polsce!
Z połączenia pozycji Warehouse Operative (czyli zrób wszystko na magazynie) przez Bottling Hall Operative (czyli zabutelkuj i oklej wszystkie butle w bottling roomie) z elementem Bottling Hall Supervisor (czyli powiedz wszystkim na dole co mają robić) powstałem ja:
Brand Ambassador and Cask Consultant.
Ależ to brzmi, prawda?
Dzięki zaufaniu i wierze moich przełożonych udało mi się stworzyć swoje własne miejsce w branży na terenie Polski. Co by nie mówić - szczęście do tychże przełożonych w świecie whisky miałem od początku i dziwnym trafem wciąż mnie ono nie opuszcza.
Wziąłem na siebie odpowiedzialne zadanie budowy rozpoznawalności naszych BNSowskich marek w kraju nad Wisłą. Stawiam sobie za cel stworzenie społeczności skupionej wokół whisky, których powstawanie widziałem na każdym etapie produkcji - od pomysłu, przez selekcję, poprzez bottling na degustacji kończąc. W wielu przypadkach maczałem tam palce po łokcie.
I z nieokiełznaną przyjemnością będę mógł spełniać marzenia ludzi o posiadaniu swojej własnej beczki whisky. Doradzę, pokażę i wytłumaczę, gdyż teraz - jak nigdy wcześniej - jestem uzbrojony we wszystkie możliwe zasoby i wiedzę, żeby ten proces wykonać kompleksowo i właściwe.
Tak czy inaczej, pomysłów mam pełne kieszenie, daj boże tylko dłuższą dobę na ich realizację. Będę informować, będziemy sprawdzać i będziemy testować. Rozpoznanie bojem też wchodzi w grę. Ostatecznie chciałbym, żeby ta społeczność była inna niż wszystkie - zwarta i chętna do działania, nietuzinkowa, otwarta i dopinająca tematy do końca.
I mogę z dumą powiedzieć, że robię to co lubię! Gadam o whisky, o beczkach i branży i spotykam mnóstwo fajnych ludzi na swojej zawodowej drodze. Tyle wygrać!
3) Siach prach - osiadłem w Toruniu!
Gdyby ktoś mnie szukał - osiadłem w Toruniu. I nie żałuję, bo to piękne miejsce do życia. Jeśli ktokolwiek chciałby umówić się na kawę (za dnia) lub whisky (wieczorem) to proszę o kontakt. Zbyt długo obiecałem sobie, że “odezwę się jak przylecę”. Jesteśmy na miejscu i nie zawahamy się użyć ekspresu lub kieliszka! Piszcie, dzwońcie, fax już też podłączyłem.
Tyle na dziś. Jesteśmy na łączach.
Ściskam.
Wasz Pan Lis.
P.S.1. Zdjęcie z ostatniego dnia pracy w Szkocji.
P.S.2. A historii tego kurczaka i tak nie zrozumiecie.
Ostrzegam - Będzie prywata i lokowanie produktu.
Ależ się u mnie narobiło. Sam chyba wszystkich zmian nie zliczę, ale z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że rok 2026 jest rokiem przełomowym. I nie tylko dla mnie, ale też dla całej mojej rodziny. Ale do rzeczy - co tu się właściwie wydarzyło:
1) Boom! Nie mieszkamy już w Szkocji!
Pierwsza informacja i od razu news dużego kalibru. Ale ok - nie była to decyzja spontaniczna. Zaliczyć ją można do planowanych, tak od ponad roku. Konsekwentnie, dzień po dniu, zadanie po zadaniu, aby prawie 12letni rozdział zakończyć z klasą.
Dlaczego podjęliśmy taką decyzję to temat na osobną opowieść, którą być może podzielę się w przyszłości na łamach tego kwartalnika. Na tę chwilę powiedzmy, że mam serdeczne dosyć szkockiej pogody (300 dni deszczowych + 2 tygodnie lata - 2 tygodnie zimy = niefajnie).
2) Ta dam! Nie pracuję już w BNS w Szkocji!
Ale hola hola! Pracuję z i dla BNS w Polsce!
Z połączenia pozycji Warehouse Operative (czyli zrób wszystko na magazynie) przez Bottling Hall Operative (czyli zabutelkuj i oklej wszystkie butle w bottling roomie) z elementem Bottling Hall Supervisor (czyli powiedz wszystkim na dole co mają robić) powstałem ja:
Brand Ambassador and Cask Consultant.
Ależ to brzmi, prawda?
Dzięki zaufaniu i wierze moich przełożonych udało mi się stworzyć swoje własne miejsce w branży na terenie Polski. Co by nie mówić - szczęście do tychże przełożonych w świecie whisky miałem od początku i dziwnym trafem wciąż mnie ono nie opuszcza.
Wziąłem na siebie odpowiedzialne zadanie budowy rozpoznawalności naszych BNSowskich marek w kraju nad Wisłą. Stawiam sobie za cel stworzenie społeczności skupionej wokół whisky, których powstawanie widziałem na każdym etapie produkcji - od pomysłu, przez selekcję, poprzez bottling na degustacji kończąc. W wielu przypadkach maczałem tam palce po łokcie.
I z nieokiełznaną przyjemnością będę mógł spełniać marzenia ludzi o posiadaniu swojej własnej beczki whisky. Doradzę, pokażę i wytłumaczę, gdyż teraz - jak nigdy wcześniej - jestem uzbrojony we wszystkie możliwe zasoby i wiedzę, żeby ten proces wykonać kompleksowo i właściwe.
Tak czy inaczej, pomysłów mam pełne kieszenie, daj boże tylko dłuższą dobę na ich realizację. Będę informować, będziemy sprawdzać i będziemy testować. Rozpoznanie bojem też wchodzi w grę. Ostatecznie chciałbym, żeby ta społeczność była inna niż wszystkie - zwarta i chętna do działania, nietuzinkowa, otwarta i dopinająca tematy do końca.
I mogę z dumą powiedzieć, że robię to co lubię! Gadam o whisky, o beczkach i branży i spotykam mnóstwo fajnych ludzi na swojej zawodowej drodze. Tyle wygrać!
3) Siach prach - osiadłem w Toruniu!
Gdyby ktoś mnie szukał - osiadłem w Toruniu. I nie żałuję, bo to piękne miejsce do życia. Jeśli ktokolwiek chciałby umówić się na kawę (za dnia) lub whisky (wieczorem) to proszę o kontakt. Zbyt długo obiecałem sobie, że “odezwę się jak przylecę”. Jesteśmy na miejscu i nie zawahamy się użyć ekspresu lub kieliszka! Piszcie, dzwońcie, fax już też podłączyłem.
Tyle na dziś. Jesteśmy na łączach.
Ściskam.
Wasz Pan Lis.
P.S.1. Zdjęcie z ostatniego dnia pracy w Szkocji.
P.S.2. A historii tego kurczaka i tak nie zrozumiecie.
Whisky Pana Lisa5 months ago
R.I.P. Derek
Trudno mi wyrazić słowami to, co wydarzyło się dzisiaj nad ranem. Świat stracił chyba największego ambasadora whisky, jakiego było mi dane poznać. Wciąż mam wrażenie, że to tylko ponury żart…
Gdyby nie on, nie byłbym w tym miejscu gdzie teraz jestem. Dał mi szansę, uwierzył we mnie, cierpliwie uczył i do ostatnich dni wspierał w whiskowych wyborach. Przedstawił mnie praktycznie każdemu liczącemu się niezależnemu bottlerowi w Szkocji i wyjaśnił na czym polega kupowanie beczek. Ba! Pierwszą w życiu kupiłem z jego błogosławieństwem. A później pomógł w zorganizowaniu WOWGR. Zawdzięczam mu naprawdę wiele.
Artisan był jego oczkiem w głowie, a każdy kto przekroczył progi restauracji wiedział, że nie ma drugiego takiego miejsca na świecie. Nie raz zaskoczył mnie swoimi kulinarnymi specjałami i pokazał kilka sztuczek, dzięki którym umiem ugotować coś więcej niż jajecznicę. Duet of puddings, chicken liver pate, haggis, BBQ sauce czy steki - długo by wymieniać… A sticky toffee pudding już dawno temu osiągnął status legendarnego.
Co do whisky - znał je wszystkie na pamięć. Te otwarte na półkach i te opróżnione, które pozostały tylko jako wspomnienie. To dzięki niemu mogłem spróbować ponad 2000 różnych pozycji. “Jak butelka jest otwarta, to spróbuj. Musisz wiedzieć co polecasz klientom” - powiedział kiedyś. Czyż można by usłyszeć coś piękniejszego i równie szczerego?
Miałem wielkie szczęście móc dla Ciebie pracować.
Trudno uwierzyć, że widzieliśmy się chwilę temu i wspólnie ocenialiśmy sample.
Bruichladdich straciło dzisiaj swojego największego fana.
Do zobaczenia Boss!
Twój whisky Padawan
Trudno mi wyrazić słowami to, co wydarzyło się dzisiaj nad ranem. Świat stracił chyba największego ambasadora whisky, jakiego było mi dane poznać. Wciąż mam wrażenie, że to tylko ponury żart…
Gdyby nie on, nie byłbym w tym miejscu gdzie teraz jestem. Dał mi szansę, uwierzył we mnie, cierpliwie uczył i do ostatnich dni wspierał w whiskowych wyborach. Przedstawił mnie praktycznie każdemu liczącemu się niezależnemu bottlerowi w Szkocji i wyjaśnił na czym polega kupowanie beczek. Ba! Pierwszą w życiu kupiłem z jego błogosławieństwem. A później pomógł w zorganizowaniu WOWGR. Zawdzięczam mu naprawdę wiele.
Artisan był jego oczkiem w głowie, a każdy kto przekroczył progi restauracji wiedział, że nie ma drugiego takiego miejsca na świecie. Nie raz zaskoczył mnie swoimi kulinarnymi specjałami i pokazał kilka sztuczek, dzięki którym umiem ugotować coś więcej niż jajecznicę. Duet of puddings, chicken liver pate, haggis, BBQ sauce czy steki - długo by wymieniać… A sticky toffee pudding już dawno temu osiągnął status legendarnego.
Co do whisky - znał je wszystkie na pamięć. Te otwarte na półkach i te opróżnione, które pozostały tylko jako wspomnienie. To dzięki niemu mogłem spróbować ponad 2000 różnych pozycji. “Jak butelka jest otwarta, to spróbuj. Musisz wiedzieć co polecasz klientom” - powiedział kiedyś. Czyż można by usłyszeć coś piękniejszego i równie szczerego?
Miałem wielkie szczęście móc dla Ciebie pracować.
Trudno uwierzyć, że widzieliśmy się chwilę temu i wspólnie ocenialiśmy sample.
Bruichladdich straciło dzisiaj swojego największego fana.
Do zobaczenia Boss!
Twój whisky Padawan
Whisky Pana Lisa6 months ago
Ależ miałem miły dzień!
Bo pierwszy dzień wiosny w Szkocji wyglądał tak, jak wyglądać powinien. Było ciepło, słonecznie, sobotnio, rodzinnie i whiskowo.
Independent Spirits Whisky Festival zaczyna wyrastać do rangi wydarzenia, którego przegapić w kalendarzu już nie wypada. Była to druga edycja i znów dowiozła, zarówno organizacyjnie, jak i jakościowo. Stężenie niezależnych bottlerów na metr kwadratowy osiąga niebotyczny poziom. Twarzy znajomych mnóstwo, ale (ku mojemu zdziwieniu - zupełnie serio) odnotowałem projekty, o których do tej pory nie słyszałem (a słyszę ogólnie wiele i to z pierwszej ręki, albo zza branżowych kulis).
Jeśli ktoś zapytałby mnie jaki to jest festiwal odpowiem, iż delicji było tak wiele, że mój limit promili we krwi nie pozwolił na spróbowanie wszystkiego, co uznałbym za godne i warte uwagi. Zrobiłem kilka kółek po stanowiskach i za każdym razem znajdowałem coś nowego. Na wyróżnienie zasługuje w szczególności:
1) St. Magdalene 1982 od G&M. Prywatnie mój cel poszukiwań, bo jak na złość, nigdy nie próbowałem nic z tej zamkniętej już destylarni. Owszem, upolowałem w swojej karierze kilkadziesiąt Port Ellen, kilka lepszych i słabszych Brora, zdarzały się North of Scotland, Mosstowie i cały koncert ogólnie już rzadszych wypustów. Ale Magdalena grała niedostępną. Aż do wczoraj i skreślam ją z listy destylarni do odhaczenia. Co do samej whisky - siarka z zapałek i brzoskwinie w niskim ABV. Fajne i cieszy podwójnie.
2) 32yo Glen Keith od Infrequent Flyers (The Alistair Walker Whisky Co). Ależ delikatna i klasycznie refillowa whisky, waniliowo-kokosowo-budyniowa, przyjemne cudeńko, bez zbędnych kombinacji. Szkoda, że w warunkach festiwalowych trzeba było ją szybko kończyć.
3) North of Scotland 52yo Spirit Drink od Dramfool - Jestem prostym chłopem - jak widzę 52 lata na etykiecie to najpierw piję, a potem zadaję pytania! 33% - tyle zostało w beczce po ponad połowie stulecia. Nie mówimy już o whisky, tylko o napoju alkoholowym, który w tym przypadku w warstwie zapachowej przynosił motywy high ester rum. W blindzie to był strzelał, że zawartość butelki pochodzi z Jamajki. W kategoriach poznawczych - perełka. A i smakowo-cenowo również do całkowitej akceptacji (95 GBP).
4) Dodatkowo 3 (słownie: trzy) ponad 26letnie Springbanki cieszą wyjątkowo, Caperdonich nie odmawiam nigdy, Ben Nevisom nie mówię nie, a i kilka Laphroaig w również słusznym wieku zamyka kompozycję.
Gdybym był mocniejszym zawodnikiem w rozumieniu możliwości przerobowych, atakowałbym jeszcze co najmniej 20 innych whisky w wieku 30+. Festiwal na którym pijesz to, co uważasz za słuszne i musisz kalkulować co warto, a nie “czy jest jeszcze coś, czego można spróbować”. I to w cenie biletu… o jeżu słodki.
I na koniec najważniejsze - szczególne podziękowania dla przedstawicieli Polski, których miałem przyjemność spotkać - ekipę z Kilts & Drams Poznań i Panią Magdalenę. Fajnie trafić na swoich!
Serdeczności.
Wasz Pan Lis
Bo pierwszy dzień wiosny w Szkocji wyglądał tak, jak wyglądać powinien. Było ciepło, słonecznie, sobotnio, rodzinnie i whiskowo.
Independent Spirits Whisky Festival zaczyna wyrastać do rangi wydarzenia, którego przegapić w kalendarzu już nie wypada. Była to druga edycja i znów dowiozła, zarówno organizacyjnie, jak i jakościowo. Stężenie niezależnych bottlerów na metr kwadratowy osiąga niebotyczny poziom. Twarzy znajomych mnóstwo, ale (ku mojemu zdziwieniu - zupełnie serio) odnotowałem projekty, o których do tej pory nie słyszałem (a słyszę ogólnie wiele i to z pierwszej ręki, albo zza branżowych kulis).
Jeśli ktoś zapytałby mnie jaki to jest festiwal odpowiem, iż delicji było tak wiele, że mój limit promili we krwi nie pozwolił na spróbowanie wszystkiego, co uznałbym za godne i warte uwagi. Zrobiłem kilka kółek po stanowiskach i za każdym razem znajdowałem coś nowego. Na wyróżnienie zasługuje w szczególności:
1) St. Magdalene 1982 od G&M. Prywatnie mój cel poszukiwań, bo jak na złość, nigdy nie próbowałem nic z tej zamkniętej już destylarni. Owszem, upolowałem w swojej karierze kilkadziesiąt Port Ellen, kilka lepszych i słabszych Brora, zdarzały się North of Scotland, Mosstowie i cały koncert ogólnie już rzadszych wypustów. Ale Magdalena grała niedostępną. Aż do wczoraj i skreślam ją z listy destylarni do odhaczenia. Co do samej whisky - siarka z zapałek i brzoskwinie w niskim ABV. Fajne i cieszy podwójnie.
2) 32yo Glen Keith od Infrequent Flyers (The Alistair Walker Whisky Co). Ależ delikatna i klasycznie refillowa whisky, waniliowo-kokosowo-budyniowa, przyjemne cudeńko, bez zbędnych kombinacji. Szkoda, że w warunkach festiwalowych trzeba było ją szybko kończyć.
3) North of Scotland 52yo Spirit Drink od Dramfool - Jestem prostym chłopem - jak widzę 52 lata na etykiecie to najpierw piję, a potem zadaję pytania! 33% - tyle zostało w beczce po ponad połowie stulecia. Nie mówimy już o whisky, tylko o napoju alkoholowym, który w tym przypadku w warstwie zapachowej przynosił motywy high ester rum. W blindzie to był strzelał, że zawartość butelki pochodzi z Jamajki. W kategoriach poznawczych - perełka. A i smakowo-cenowo również do całkowitej akceptacji (95 GBP).
4) Dodatkowo 3 (słownie: trzy) ponad 26letnie Springbanki cieszą wyjątkowo, Caperdonich nie odmawiam nigdy, Ben Nevisom nie mówię nie, a i kilka Laphroaig w również słusznym wieku zamyka kompozycję.
Gdybym był mocniejszym zawodnikiem w rozumieniu możliwości przerobowych, atakowałbym jeszcze co najmniej 20 innych whisky w wieku 30+. Festiwal na którym pijesz to, co uważasz za słuszne i musisz kalkulować co warto, a nie “czy jest jeszcze coś, czego można spróbować”. I to w cenie biletu… o jeżu słodki.
I na koniec najważniejsze - szczególne podziękowania dla przedstawicieli Polski, których miałem przyjemność spotkać - ekipę z Kilts & Drams Poznań i Panią Magdalenę. Fajnie trafić na swoich!
Serdeczności.
Wasz Pan Lis
Whisky Pana Lisa8 months ago
Nie przeszkodziła nam śnieżyca, nie pokonał nas mróz! Dotarliśmy do Warszawy na czas, aby z przytupem rozpocząć sezon festiwalowy.
Festiwal Whisky Freedom Warsaw uznajemy za zakończone w wielkim stylu. Z punktu widzenia wystawcy wszystko było pięknie przygotowane, od różnorodności stoisk (było whisky, był rum, ale i artyści oraz inne atrakcje), poprzez zaplecze logistyczne, a na atmosferze kończąc. Odniosłem wrażenie, że był to festiwal zorganizowany “przez fanów dla fanów”. Wiele znanych twarzy, ale i nowe znajomości - tak jak być powinno.
Gdyby tylko muzyk śpiewał odrobinę ciszej, to całość otrzymałaby ode mnie ocenę celującą.
Od siebie dodam jeszcze, że masterclass wypadł nadzwyczaj pomyślnie - wiele osób już pytało o możliwość zakupów poszczególnych butelek, a to myślę najlepsza rekomendacja dla nas, jako Brave New Spirits.
I na koniec wiadomość dla samych organizatorów - mam nadzieję, że widzimy się za rok! Dziękuję Grzesiowi z Whiskymywife i @DocentProcent za zaufanie i możliwość uczestnictwa.
Chylę czoła,
Pan Lis
P.S. Jeszcze nie odlatuję z Polski - następny kierunek - Białystok! I to od razu dwa dni z rzędu i dwa różne lineupy! Widzimy się!
Festiwal Whisky Freedom Warsaw uznajemy za zakończone w wielkim stylu. Z punktu widzenia wystawcy wszystko było pięknie przygotowane, od różnorodności stoisk (było whisky, był rum, ale i artyści oraz inne atrakcje), poprzez zaplecze logistyczne, a na atmosferze kończąc. Odniosłem wrażenie, że był to festiwal zorganizowany “przez fanów dla fanów”. Wiele znanych twarzy, ale i nowe znajomości - tak jak być powinno.
Gdyby tylko muzyk śpiewał odrobinę ciszej, to całość otrzymałaby ode mnie ocenę celującą.
Od siebie dodam jeszcze, że masterclass wypadł nadzwyczaj pomyślnie - wiele osób już pytało o możliwość zakupów poszczególnych butelek, a to myślę najlepsza rekomendacja dla nas, jako Brave New Spirits.
I na koniec wiadomość dla samych organizatorów - mam nadzieję, że widzimy się za rok! Dziękuję Grzesiowi z Whiskymywife i @DocentProcent za zaufanie i możliwość uczestnictwa.
Chylę czoła,
Pan Lis
P.S. Jeszcze nie odlatuję z Polski - następny kierunek - Białystok! I to od razu dwa dni z rzędu i dwa różne lineupy! Widzimy się!
Whisky Pana Lisa9 months ago
Wedle dostępnych informacji, każdy z moich branżowych kolegów już taki post napisał, więc nadszedł czas i na mnie! I uwaga, będzie tutaj autoreklama 🙂
A więc - w imieniu Organizatorów i własnym, serdecznie zapraszam na Festiwal Whisky Freedom Warsaw, który odbędzie się 10 stycznia 2026 roku w Browarach Warszawskich.
Możesz kochany Czytelniku zapytać - dlaczego warto pojawić się akurat na tym festiwalu? Doskonałe pytanie! Powodów jest kilka:
1) Możesz mnie tam spotkać osobiście wraz z whisky spod szyldu Brave New Spirits (i to właściwie powinno już wyczerpać pulę powodów). Praca w charakterze wystawcy to dla mnie wielki przywilej i dlatego też dołożę wszelkich starań, żebyś zapamiętał wizytę na moim stoisku jako mocny punkt całego wydarzenia.
2) Dzięki uprzejmości naszego polskiego dystrybutora będziesz mógł spróbować innych whisky z oferty Distillers Limited, a jak wiadomo, rozszerzanie horyzontów jeszcze nikomu nie zaszkodziło.
3) Poprowadzę Speed Tasting i sesję Masterclass. Miałem pełną dowolność wyboru line upów i jestem z nich bardzo dumny. Dobór whisky jest dla mnie bardzo osobisty, z konkretnymi butelkami wiążą się historie, o których z pewnością wspomnę podczas naszego spotkania. I będę to często opowieści z Panem Lisem w roli głównej. Linki do wydarzeń podrzucam w komentarzach.
4) W samym wydarzeniu też mam swój mały, cichy udział. Edycja festiwalowej whisky powstała w dużej mierze dzięki mojej pomocy, za co organizatorom dziękuję z osobna. O szczegółach tej współpracy chętnie opowiem na miejscu, a jest to temat na odrębny post 🙂
5) I właśnie - organizatorzy. Znam ich nie od wczoraj. To ludzie z pasją, wiedzą i zaangażowaniem. Cieszę się, że zdobyli się na taką inicjatywę i wspieram ich ze szkockiej strony najlepiej jak umiem. Grzegorz Nowicki to człowiek orkiestra i takiego jak on to nie ma ani jednego. Sklep Docent Procent natomiast to grupa whiskowych zapaleńców, którzy znają się na rzeczy i dzięki nim Białystok mocno zaznaczył się na alkoholowej mapie kraju.
I to w pewnością nie wszystkie powody dla których warto się spotkać w styczniu. Jeśli jeszcze nie masz prezentu dla bliskiej osoby - może być to ciekawa alternatywa dla kapci i skarpet. Chyba, że szukasz prezentu dla siebie? Śmiało - kupuj bilet i wpadaj na stoisko numer 28.
Daj też znać w komentarzu, czy spotykamy się na miejscu!
Serdeczności,
Wasz Pan Lis
A więc - w imieniu Organizatorów i własnym, serdecznie zapraszam na Festiwal Whisky Freedom Warsaw, który odbędzie się 10 stycznia 2026 roku w Browarach Warszawskich.
Możesz kochany Czytelniku zapytać - dlaczego warto pojawić się akurat na tym festiwalu? Doskonałe pytanie! Powodów jest kilka:
1) Możesz mnie tam spotkać osobiście wraz z whisky spod szyldu Brave New Spirits (i to właściwie powinno już wyczerpać pulę powodów). Praca w charakterze wystawcy to dla mnie wielki przywilej i dlatego też dołożę wszelkich starań, żebyś zapamiętał wizytę na moim stoisku jako mocny punkt całego wydarzenia.
2) Dzięki uprzejmości naszego polskiego dystrybutora będziesz mógł spróbować innych whisky z oferty Distillers Limited, a jak wiadomo, rozszerzanie horyzontów jeszcze nikomu nie zaszkodziło.
3) Poprowadzę Speed Tasting i sesję Masterclass. Miałem pełną dowolność wyboru line upów i jestem z nich bardzo dumny. Dobór whisky jest dla mnie bardzo osobisty, z konkretnymi butelkami wiążą się historie, o których z pewnością wspomnę podczas naszego spotkania. I będę to często opowieści z Panem Lisem w roli głównej. Linki do wydarzeń podrzucam w komentarzach.
4) W samym wydarzeniu też mam swój mały, cichy udział. Edycja festiwalowej whisky powstała w dużej mierze dzięki mojej pomocy, za co organizatorom dziękuję z osobna. O szczegółach tej współpracy chętnie opowiem na miejscu, a jest to temat na odrębny post 🙂
5) I właśnie - organizatorzy. Znam ich nie od wczoraj. To ludzie z pasją, wiedzą i zaangażowaniem. Cieszę się, że zdobyli się na taką inicjatywę i wspieram ich ze szkockiej strony najlepiej jak umiem. Grzegorz Nowicki to człowiek orkiestra i takiego jak on to nie ma ani jednego. Sklep Docent Procent natomiast to grupa whiskowych zapaleńców, którzy znają się na rzeczy i dzięki nim Białystok mocno zaznaczył się na alkoholowej mapie kraju.
I to w pewnością nie wszystkie powody dla których warto się spotkać w styczniu. Jeśli jeszcze nie masz prezentu dla bliskiej osoby - może być to ciekawa alternatywa dla kapci i skarpet. Chyba, że szukasz prezentu dla siebie? Śmiało - kupuj bilet i wpadaj na stoisko numer 28.
Daj też znać w komentarzu, czy spotykamy się na miejscu!
Serdeczności,
Wasz Pan Lis


